Opowieści ze spektrum – stimowanie

Jako osoba autystyczna zmagam się na co dzień z wieloma sytuacjami stresującymi, które obciążają mój układ nerwowy. Dlatego moje ciało, odruchowo podpowiada mi jak sobie z tym radzić. Dopiero w życiu dorosłym nauczyłam się słuchać, akceptować siebie i nie blokować odruchów, które są mi tak bardzo potrzebne i dają odrobinę ukojenia i rozluźnienia w moim wiecznie napiętym ciele.
Dzisiaj przybliżę trochę ten temat, będę pisała o stimowaniu.
Stimuje prawie każdy człowiek, nie tylko osoby na spektrum autyzmu, jednak osoby na spektum robią to w bardziej zróżnicowany i w bardziej intensywny sposób.
Każdemu z nas zdarza się pstrykać długopisem na sprawdzianie w szkole, bawić się włosami lub machać nogą siedząc w kolejce do lekarza. Robimy to bezwiednie i automatycznie. Rozładowujemy w ten sposób napięcie nerwowe. Czasami stimowanie jest nam potrzebne również do pobudzenia się kiedy jest nam nudno lub do skupienia uwagi.
Mówiąc w skrócie, stimy, to powtarzalne ruchy, dźwięki lub zachowania regulujące nasz układ nerwowy. Osobom autystycznym są potrzebne jeszcze bardziej, bo słabo sobie radzimy z otaczającymi nas bodźcami i mamy tendencję do szybkiego przeciążania się nimi. Dlatego na pomoc, odruchowo, przychodzą nam stimy i już od najmłodszych lat można zaobserwować, że używamy ich z ogromnym zaangażowaniem.

Stimowanie, nazywane również stereotypiami, może przybierać rożne formy. Od niepozornego pstrykania palcami, czy bawienia się włosami, po podskakiwanie, bujanie się, klaskanie, wypowiadanie w kółko tego samego słowa, liczenie, machanie rękami, chodzenie w kółko i wiele, wiele innych. Czasami może też przybierać niebezpieczne formy i tylko w takim wypadku potrzebna jest interwencja.
Kiedy ktoś robi sobie krzywdę, uderza głową o ścianę lub uderza kogoś bliskiego, należy wtedy pomóc mu nauczyć się regulować układ nerwowy w inny, bezpieczny sposób. Jednak tylko w tym jednym przypadku potrzebna jest interwencja. Kiedy stimy nikogo nie krzywdzą, nie powinno się osoby autystycznej zmuszać do zaprzestania stimowania, ponieważ skutkować to może poważnymi konsekwencjami, takimi jak na przykład shutdown. Stimowanie jest nam potrzebne.
Moje stimy dla osób postronnych wyglądają czasami zadziwiająco. Mocno macham rękoma, chodzę w kółko lub zamaszyście bujam się na boki zawsze kiedy siedzę.
Kiedy byłam mała miałam o wiele więcej stimów, które wg dorosłych, nie rozumiejących mnie osób wyglądały głupio. Byłam ciągle oskarżana, o przynoszenie komuś wstydu „przy ludziach”, bo podskakuję lub śpiewam w kółko to samo. Karcono mnie za nerwowe mruganie oczami, kiwanie głową, wyśmiewano za jąkanie, karano za powtarzanie po kimś tego co powiedział. Na siłę zabraniano mi zachowywania się „dziwnie”.
Nabawiłam się przez to nerwicy, niskiej samooceny, poczucia wiecznego napięcia, przemęczenia ciągłym maskowaniem się i wypalenia. Byłam cały czas permanentnie zastraszona, zestresowana i przestymulowana bodźcami, ponieważ zabrano mi bardzo ważne i praktycznie jedyne na tamten czas, narzędzie do radzenia sobie z nimi.
Podobnie było w szkole. Cały czas byłam posądzana o to, że nie słucham nauczyciela, że go nie szanuję, bo bawię się rękoma i wiercę się, zamiast siedzieć prosto, grzecznie i słuchać. Nikt mnie nigdy nie zapytał czy słucham, ani czy wiem o czym nauczyciel mówił, tylko od razu zakładano z góry brak szacunku i uwagi z mojej strony. Nikt nie rozumiał i nie chciał usłyszeć, kiedy mówiłam, że właśnie dzięki temu, że bawię się rękoma, to daję radę się skupić i zapamiętać co było na lekcji.
Na lekcjach przestałam uważać dopiero wtedy, kiedy zabroniono mi stimować.
Nie zrobiłam tego spacjalnie ani złośliwie, tylko po prostu, kiedy odebrano mi narzędzia, które pomagają w skupieniu się, to rozproszenie bodźcami zewnętrznymi stało się nie do zniesienia. Miałam z tego powodu częste ataki paniki, meltdowny, czy omdlenia, bo niczym nie mogłam zagłuszyć moich zaburzeń sensorycznych, wszystko mnie osaczało, sprawiało ból i dopiero wtedy naprawdę nie umiałam zapamiętać co było na lekcji.
Z okresu szkolnego, oprócz ciągłego przemęczenia i zestresowania, zapamiętałam również uczucie niezrozumienia i odrzucenia przez bliskich i nauczycieli. Byłam bardzo samotnym małym dzieckiem.
Dlatego, jeśli tylko nasze stimy nikogo nie krzywdzą, to nie zabraniajcie nam ich. Nic się nie stanie przez to, że podskakujemy czy klaszczemy, nawet jeśli wygląda to niecodziennie. Nie jest to oznaką braku uwagi czy braku szacunku. Właśnie wtedy dajemy radę słuchać. Dzięki stimowaniu czujemy się lepiej i dajemy radę żyć w za głośnym i przytłaczającym nas świecie. Nasz układ nerwowy lepiej sobie wtedy radzi, z przeciążeniami, dobrze  ono wpływa na naszą koncentrację i uwagę, reguluje układ nerwowy. Według mnie, lepiej jest trzepotać energicznie rękoma i wyglądać przez chwilę niepoważnie w oczach tych, którzy mnie nie rozumieją, niż na siłę powstrzymywać się i przypłacić to meltdownem, shutdownem, atakiem paniki czy w moim przypadku omdleniem.
 Rodzice dzieci na spektrum autyzmu, pamiętajcie, że samoocena Waszego autystycznego dziecka, zależy od Waszego zrozumienia, akceptacji i wsparcia.

Iza Kurkowska – Michu
Samo-rzeczniczka